26 listopada 2021

Kard. Sarah: Pomóżcie Afryce w rozwoju, by uniknąć dramatu migracji


O pomoc dla Afryki w rozwoju, by uniknąć dramatu migracji jej mieszkańców do Europy zaapelował kard. Robert Sarah z Gwinei w reakcji na śmierć 27 osób, które utonęły w łodzi w kanale La Manche w pobliżu Calais. – Francja nie pozwoli, by La Manche stał się cmentarzem – oświadczył po tej tragedii prezydent Emmanuel Macron.

W porannej audycji radia Europe 1 kard. Sarah stwierdził, że dostrzega „potrójną zdradę”. Najpierw „zabiera się młodych ludzi z Afryki, inteligencję, siłę napędową, która zostaje wyrwana ze swego kraju”. – Następnie przedstawia się im Europę jako Eldorado, mówi się im, że będą mieli wszystko, co nie jest prawdą. A w końcu nie reaguje się na działania przemytników, którzy wykorzystują ich naiwność i pozostawia się ich, by umarli na otwartym morzu. Trzeba z tym złem walczyć u korzenia i przedstawiać Europę taką, jaka jest, również z jej trudnościami – zaznaczył hierarcha.

Za ważne uznał to, aby „pomóc Afryce na miejscu, by się rozwijała i sprawić, by ci młodzi ludzie znaleźli pracę i zostali u siebie”, a także to, aby zachęcać ich do „służenia swojemu krajowi i swojemu kontynentowi”. Przestrzegł, że jeśli nic się nie zmieni, to „Europa zostanie zalana” przez ludność napływową, co może doprowadzić ją do „zachwiania”.

Według niego przekonanie o tym, że nie ma granic jest fałszywe. - Który naród nie pielęgnuje swojego dziedzictwa? Myślę, że każdy zachowuje swe korzenie, swe kulturowe, historyczne bogactwo, i przekazuje je dzieciom – powiedział kard. Sarah. Sytuację w Europie porównał do „autodestrukcji” i wyraził nadzieję, że „Europa uświadomi sobie”, że musi rozwijać się mądrze, zachowując własną tradycję.


23 listopada 2021

Szlachetna Paczka publikuje Raport o Biedzie 2021

 Szlachetna Paczka publikuje Raport o Biedzie 2021

We wtorek 23 listopada Szlachetna Paczka opublikowała Raport o Biedzie w Polsce, który co roku jest mocnym głosem w polskiej debacie o nierównościach, wyzwaniach rozwojowych i tym, dokąd zmierzamy jako społeczeństwo. W tegorocznym Raporcie, oprócz poruszających historii i danych znajdują się także wnioski ze specjalnego badania „Portret Biedy. Jak Polacy postrzegają problem ubóstwa” przeprowadzonego przez Szlachetną Paczkę.

– Zasięg ubóstwa skrajnego wzrósł wyraźnie w 2020 r. dla prawie wszystkich grup. Przybyło więc kilkadziesiąt tysięcy dzieci, seniorów oraz osób z niepełnosprawnością, które doświadczają tej bardzo trudnej sytuacji – mówi prof. Ryszard Szarfenberg, jeden z ekspertów komentujących tegoroczny Raport o Biedzie.




Wśród osób żyjących w skrajnej biedzie oczywiście są również dzieci. Relatywnie jest ich nawet więcej niż dorosłych (5,9% ogółu dzieci i młodzieży). Coraz więcej. W 2020 roku liczba dzieci żyjących w skrajnej biedzie wzrosła o prawie 100 tys.

Bieda – portret własny

– W tym roku chcemy z pomocą Raportu o Biedzie przywrócić właściwą perspektywę. Właściwą, czyli zgodną z rzeczywistością, a nie naszymi wyobrażeniami na jej temat. To dlatego, by pokazać problem ubóstwa w Polsce i jego skalę, oddajemy głos osobom, które biedy doświadczają na co dzień. Nie chcemy mówić za nich, nie chcemy zgadywać, co czują, chcemy ich wysłuchać – czytamy w tegorocznym Raporcie o Biedzie Szlachetnej Paczki.

– To dobre powody. Wygodne. Zrzucają bowiem z nas odpowiedzialność i sprowadzają kwestię biedy do konsekwencji indywidualnych błędów, zaniechań, w najlepszym razie winią niefortunne zbiegi okoliczności – czytamy w Raporcie o Biedzie.


– Trudno znaleźć inne niż stereotypowe obrazy biednych w publicznym dyskursie. Stereotypy nieuchronnie prowadzą jednak do uprzedzeń, te zaś do dyskryminacji i społecznego wykluczenia – mówi dr Izabela Desperak w komentarzu do Raportu o Biedzie. – Tym bardziej jednak potrzebne są kolejne oparte na badaniach publikacje oferujące wiedzę zamiast mitów, i dostępne szerokiej publiczności.

Gdyby cała Polska była blokiem o stu mieszkaniach...

– Wyobraź sobie, że mieszkamy razem. My, wszyscy mieszkańcy Polski. Niech to będzie blok. O stu mieszkaniach – zachęcają autorzy Raportu o Biedzie. Jak w takim obrazie wygląda skala ubóstwa?

• Ośmiu twoich sąsiadów nie ma łazienki – wanny ani prysznica. Sześciu nie może skorzystać z toalety, bo też jej nie ma. W trzech lokalach brakuje bieżącej wody.

• W pięciu mieszkaniach żyją osoby znajdujące się w skrajnym ubóstwie. Pieniędzy nie wystarcza im nawet na zaspokojenie podstawowych biologicznych i psychicznych potrzeb.

• Co najmniej jeden z twoich sąsiadów w 2020 roku umarł.

Nie odwracaj się. Działaj. Pomagaj ze Szlachetną Paczką

– Po miesiącach pandemii mamy prawo czuć się zmęczeni i wypaleni. To normalne, że wolelibyśmy się już nie zajmować cudzymi problemami, bo sami mieliśmy i mamy dość własnych. Ale odwrócenie się od innych nie przywróci nam normalności. Nie doda energii. Nie pomoże pokonać lęku. Do tego trzeba, byśmy – nie ignorując okoliczności, zagrożeń i naszych obaw – otwarli szeroko oczy i znów wzięli sprawy w swoje ręce – zachęcają autorzy Raportu o Biedzie

Społeczna odpowiedzialność i zaangażowanie na rzecz innych nie muszą być aktem zrywu. Nie musimy też podziwiać i zachwycać się tym, jak inni się poświęcają. Bo wcale nie chodzi o poświęcenie. Sprawa jest o wiele prostsza. Wystarczy przestać być obojętnym.

- Każda wpłata na Szlachetną Paczkę to niezgoda na obojętność. To odpowiedzialność. Wejdź na www.raportobiedzie.pl i pomóż docierać do ludzi żyjących w biedzie, zimnie i samotności. Obok nas – zachęcają autorzy raportu.


15 listopada 2021

Ubogich zawsze macie… uśmiechnij się do nich!


Ponad 500 osób ubogich spotkało się w Asyżu, u św. Franciszka, razem z papieżem Franciszkiem, aby porozmawiać, podzielić się swoim doświadczeniem, pomodlić się, pobyć chwilę i spożyć braterski posiłek. Wszystko to w ramach V Światowego Dnia Ubogich, który wprowadził Ojciec Święty, przypominając całej wspólnocie Kościoła, że Chrystus zawsze utożsamiał się z potrzebującymi i stawał po ich stronie.

Ci, co przybyli, a najliczniejsza grupa pochodziła z Francji, reprezentowali całą Europę, a nawet ubogich całego świata. Przyjechali na zaproszenie Franciszka, który w orędziu na ten dzień, opublikowanym już w czerwcu tego roku pisał, że chciałby spotkać „w pierwszym rzędzie ubogich tam, gdzie oni się znajdują. Nie możemy czekać, aż zapukają do naszych drzwi. Pilnie potrzeba, abyśmy dotarli do nich w ich własnych domach, w szpitalach i w domach opieki, na ulicach i w ciemnych zaułkach, gdzie czasem się chowają, w schroniskach i w centrach przyjęć…”

O. Paweł Kosiński SJ

12 listopada 2021

Haiti: Musimy wyjechać na jakiś czas


Boże, Skało moja, na którą się chronię,
Tarczo moja, Mocy zbawienia mego i moja Obrono.

Wzywam Pana, godnego chwały,
i wyzwolony będę od moich nieprzyjaciół (Ps 18)


Z bólem serca, w porozumieniu z naszymi przełożonymi, podejmujemy decyzję o wyjeździe z Haiti na jakiś czas. Kiedy i czy się uda – jeden Pan Bóg wie. Kończy się gaz, na którym tu się gotuje, nie ma paliwa, nie ma leków, nie pracuje nasza mobilna przychodnia, niemożliwe staje się dla nas wyjście gdziekolwiek z misji. Nie mamy jak ugotować dla dzieci ani pomagać matkom niemowląt. Szkoły, które opłaciłyśmy dla tak wielu dzieci, nie pracują albo nie pracują normalnie. Nasz kolor skóry i fakt, że mówimy po angielsku, bardzo utrudnia nam funkcjonowanie. Amerykanie przez wielu są tu irracjonalnie uważani za samo zło. Ci, którzy porwali 16 amerykańskich misjonarzy i jednego Kanadyjczyka, twierdzili, że to zemsta za haitańskich migrantów zawracanych przez USA. Zażądali za porwanych 17 milionów dolarów. Dotąd nic nie wiadomo o ich losach. Większość wolontariuszy i organizacji pomocowych już z Haiti wyjechała. W pobliżu Jacmel została jeszcze tylko misja sióstr z Dominikany. I my. Ostatni obcokrajowiec w mieście, Ricardo z Ameryki Południowej, prowadzący sklep w Jacmel, pytał, czy możemy mu pomóc wydostać się z Haiti, choć jego sklep ochraniają mężczyźni z karabinami.



Przywódcy gangów udzielają wywiadów miejscowej prasie pod własnym nazwiskiem i otwarcie pokazując twarz – nikt już nie egzekwuje prawa. Haiti rozpadło się na obszary kontrolowane przez gangi, które szantażują prowadzących jakąkolwiek działalność zarobkową czy społeczną. Ustał ruch w kraju – gangi kontrolują porty i drogi, okradają transporty, mordują lub porywają kierowców ciężarówek, żądając za nich okupu. Niemożliwe jest przemieszczanie się po lądzie, dlatego ludzie szukają alternatyw: wczoraj w naszym rejonie zatonęła przeładowana łódź – zginęło co najmniej 19 osób. Nie można ich było ratować, bo nie było paliwa. W piątek wieczorem doszło do zamachu na urzędnika zaangażowanego w śledztwo w sprawie zamordowania prezydenta. Zamachy stały się „normalną” formą uprawiania polityki. Ruszyła fala uciekinierów z kraju: co jakiś czas amerykańskie służby graniczne informują o wyłowieniu z morza rozbitków, którzy próbują drogą morską wydostać się z Haiti. Czytam te wiadomości z coraz większym smutkiem. Ten kraj się pogrąża i nie widać po ludzku żadnej nadziei.



Módlcie sie z nami…



Polacy w ciągu roku marnują niemal pięć milionów ton żywności


Polacy w ciągu roku marnują niemal pięć milionów ton żywności - wynika z pierwszych tego typu badań, przeprowadzonych w Polsce w ramach trzyletniego projektu PROM, który właśnie dobiega końca. Więcej niż połowa zmarnowanej żywności pochodzi z gospodarstw domowych.

Z końcem listopada formalnie zakończy się trwający ponad trzy lata projekt PROM, którego liderem jest Federacja Polskich Banków Żywności (FPBŻ), a partnerami: Instytut Ochrony Środowiska - PIB (IOŚ-PIB), Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (SGGW), Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) oraz Polskie Towarzystwo Technologów Żywności (PTTŻ). Projekt był finansowany przez NCBR.

W jego pierwszej, badawczej fazie, dwa zespoły badawcze IOS-PIB oraz SGGW przeprowadziły w 2019 r. badania, których celem było oszacowanie ilości marnowanej żywności w Polsce. "Analiza została przeprowadzona w ogniwach: produkcja podstawowa (pozyskiwanie surowca), przetwórstwo, transport i magazynowanie, handel, gastronomia i gospodarstwa domowe (konsumenci)" - poinformowała PAP jedna z autorów badania, prof. dr hab. Danuta Kołożyn-Krajewska, kierownik Zakładu Higieny i Zarządzania Jakością Żywności z Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, kierownik projektu PROM.

Badania pokazały, że łączna, oszacowana wielkość strat to prawie 5 mln ton żywności rocznie. "W zasadzie ucieszyliśmy się, że nie jest to 9 mln ton, gdyż takie dane były podawane dotychczas. Trzeba jednak zaznaczyć, że do czasu realizacji projektu PROM nie wykonano w Polsce tak kompleksowych badań na temat skali marnotrawstwa żywności" - podkreśliła prof. Kołożyn-Krajewska.

Dodała, że jest to pierwsza tego typu inicjatywa badawcza w naszym kraju. Zastrzegła też, że uzyskane szacunki mogą być obarczone błędem ze względu na trudności w pozyskaniu danych, szczególnie z niektórych sektorów i zbyt małą próbę badawczą.

Badania wskazują jednoznacznie na największy, 60-procentowy udział gospodarstw domowych w marnowaniu żywności, natomiast produkcja i przetwórstwo żywności to łącznie 30 proc. Podczas transportu i magazynowania marnuje się mniej niż 1 proc. Handel odpowiada za straty na poziomie ok. 7 proc. a gastronomia niewiele powyżej 1 proc.

"Bardzo nas zmartwił fakt, że konsumenci odpowiadają za ponad 60 proc. zmarnowanej żywności. Do wyrzucania produktów spożywczych z różną częstotliwością przyznaje się 37,2 proc. Polaków, a gotowych niespożytych posiłków - aż 70,3 proc." - powiedziała Kołożyn-Krajewska.

Jak zaznaczyła, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy problem w skali ostatnich lat się nasila, czy słabnie. "Z jednej strony obserwuje się większe zainteresowanie konsumentów zachowaniem pro-środowiskowym, z drugiej wciąż za mało uwagi przywiązuje się do marnowania żywności" - powiedziała.

Jak dodała, "brak aktualnych danych utrudniało opracowanie i wdrożenie działań prowadzących do ograniczenia skali marnotrawstwa i strat". "Na każdym z etapów są możliwości realnego ograniczenia strat" - zauważyła ekspertka.

Co można zrobić, aby nie marnotrawić aż tyle żywności? Według autorów badania zmniejszaniu skali marnotrawstwa sprzyja edukacja, rozwiązania systemowe i kampanie społeczne.

"Edukacja, edukacja, edukacja. W zasadzie nie ma innego sposobu" - odpowiedziała Kołożyn-Krajewska. "Kraje, w których przeprowadzono działania uświadamiające, edukacyjne kampanie społeczne, warsztaty, wdrożono aplikacje pomagające nie marnować żywności itp., zanotowały zmniejszenie skali marnotrawstwa" - dodała.

Światowym liderem w dziedzinie walki z marnotrawstwem - zaznaczyła - żywności jest Francja, gdzie wprowadzono szereg rozwiązań prawnych i rygorystyczne przepisy dotyczące marnotrawienia żywności, które mają ograniczyć ten problem o połowę do roku 2025.

"Francuski model walki z marnotrawstwem jest systemem nakazowym, wprowadzającym kary i mandaty w odniesieniu do kanału dystrybucji. Francuskie supermarkety o powierzchni powyżej 400 m2 są zobowiązane przekazywać w darze żywność 'dobrej jakości', której termin ważności zbliża się ku końcowi, instytucjom charytatywnym oraz bankom żywności. Te z kolei muszą zawierać umowy o współpracy z organizacjami humanitarnymi w celu przekazywania darów żywnościowych" - czytamy w "Strategii racjonalizacji strat i ograniczania marnotrawstwa żywności", która została przygotowana w ostatnim, końcowym etapie projektu PROM przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.

Prof. dr hab. Kołożyn-Krajewska w rozmowie z PAP podkreśliła, że istotne w ograniczeniu skali marnotrawienia żywności jest przekazywanie żywności bezpiecznej do spożycia dla osób potrzebujących, np. poprzez Banki Żywności. Np. Włosi nie stosują kar i przymusów, a wykorzystują w swoim prawie system zachęt do przekazywania żywności na cele charytatywne. W 2003 roku wprowadzono we Włoszech ustawę zwaną Prawem Dobrego Samarytanina, która stworzyła nowe możliwości dla pozyskujących żywność organizacji pozarządowych, w tym banków żywności.

"Konieczne są także kampanie społeczne promujące nie marnowanie żywności, zero waste itp." - zauważyła Kołożyn-Krajewska. W ramach projektu PROM została przeprowadzona taka kampania pod hasłem "Jedz bez wyrzutów".

Najczęściej wskazywanym powodem wyrzucania żywności przez konsumentów, jest jej zepsucie (65,2 proc. wskazań). Jako kolejne powody marnowania żywności są wskazywane: przeoczenie daty ważności (42 proc. wskazań), przygotowanie zbyt dużej ilości jedzenia (26,5 proc. wskazań), czy zbyt duże zakupy (22,2 proc. wskazań).

Powody wyrzucania żywności wskazują, że jednym z kluczowych czynników sprzyjającym jej wyrzucaniu jest nieodpowiednie przygotowanie się do zakupów oraz same zakupy.

Tylko czterech na dziesięciu dorosłych Polaków przed zakupami ma w zwyczaju sprawdzenie zawartości lodówki (41,9 proc.), czy przygotowanie listy niezbędnych produktów (39 proc). W związku z tym liczna grupa konsumentów przyznaje się do regularnego (odpowiedzi zawsze lub zazwyczaj) nabywania produktów, których wcześniej nie planowano (18,9 proc.) oraz robienia zakupów "na zapas" (16,7 proc.).

Jednocześnie połowa Polaków przyznaje, że nigdy nie nabywa produktów, które są pełnowartościowe, ale trochę gorzej wyglądają, np. małych, niekształtnych warzyw bądź owoców (50,9 proc.) lub produktów w zdeformowanych opakowaniach (50,3 proc.).

Tylko 31 proc. naszego społeczeństwa przyznaje, że regularnie układa produkty w szafce/lodówce uwzględniając ich daty ważności, tj. najbliżej drzwi te produkty, które tę datę mają najkrótszą (FIFO first in - first out, czyli "pierwsze weszło - pierwsze wyszło"). Prawie 42 proc. Polaków twierdzi, że zdarza im się dbać o odpowiednie ustawienie produktów w czasie przechowywania. A 26,8 proc. respondentów zupełnie nie przywiązuje do tego uwagi.

Jednocześnie konsumenci nie rozróżniają dat umieszczanych na opakowaniu. Tylko 36 proc. konsumentów wie, że data "najlepiej spożyć przed" oznacza termin gwarantowanej przez producenta jakości żywności - i że produkt może być po upływie tego terminu spożyty. Natomiast data "należy spożyć do" oznacza termin przydatności do spożycia. Ponad 60 proc. konsumentów nie rozróżnia tych dat.

Ciekawe jest - zauważają eksperci - że główne przyczyny marnotrawstwa żywności to pozostawianie przez konsumentów niedojedzonych porcji. "Zaskoczyła nas stosunkowo niewielka skala marnowania żywności w gastronomii. Wiemy jednak, że jest to wartość niedoszacowana" - skomentowała Kołożyn-Krajewska. - "Tutaj także potrzebna jest edukacja konsumentów i namawianie ich do zabierania (jeśli jest to możliwe) resztek z własnego talerza, które nadają się do późniejszej konsumpcji".

Np. we Włoszech wypromowano nawyk zabierania do domu niedokończonego posiłku zamawianego w restauracji. "Kiedyś taki zwyczaj był rzadkością, jednak teraz stał się wynikiem zmiany kulturowej wśród osób o wyższych dochodach, które chcą oszczędzać żywność nie tyle z potrzeby, co z niechęci do marnowania. W restauracjach oficjalnie wprowadzono torby na żywność na wynos tzw. family bag" - czytamy w "Strategii racjonalizacji strat i ograniczania marnotrawstwa żywności".

W dokumencie, który jest - jak zaznaczają jego autorzy - swego rodzaju diagnozą obecnego stanu, pokazaniem rozwiązań funkcjonujących w innych państwach UE i zawiera szereg rekomendacji wynikających z badań, zapisano, że "straty i marnotrawstwo żywności są zagadnieniem złożonym i obejmującym wszystkie etapy łańcucha żywnościowego, począwszy od produkcji podstawowej (rolnictwo), poprzez magazynowanie, przetwórstwo, transport, dystrybucję oraz konsumpcję, co oznacza, że wymaga podejścia systemowego".

Jak zaznaczono, "w całym łańcuchu żywnościowym każdy z uczestników jest odpowiedzialny za marnowanie żywności, więc także każdy powinien podejmować inicjatywy mające na celu ograniczenie ilości strat i marnotrawstwa żywności".

"Jeśli każdy uczestnik będzie dysponował odpowiednią wiedzą oraz znał mechanizmy dotyczące powstawania strat żywności działania będą skuteczne" - podkreślili autorzy dokumentu podsumowującego projekt PROM.

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (Food and Agriculture Organization of the United Nations, FAO) podaje, że na świecie co roku marnuje się 1,3 mld t żywności nadającej się do spożycia, co stanowi 1/3 produkowanej żywności.

Według szacunków w Unii Europejskiej marnuje się rocznie 88 mln t żywności, średnio 173 kg na mieszkańca. Ilość ta stanowi ekwiwalent 20 proc. całej produkcji żywności w Unii Europejskiej. Straty sięgają 143 mld euro rocznie. Gospodarstwa domowe odpowiadają za niemal 47 mln t wyrzucanego jedzenia o wartości ok. 98 mld euro rocznie.

Kraje członkowskie ONZ, zgodnie z celem przyjętym w Agendzie na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030, zobowiązały się m.in. do działania, które ograniczy o 50 proc. ilości marnowanej żywności do 2030 roku.

11 czerwca 2021

Ponowienie Aktu poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa


Przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki wraz całym Episkopatem dokona w piątek 11 czerwca w Krakowie ponowienia aktu poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

Idea oddania się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa jest związana z objawieniami św. Małgorzaty Marii Alacoque (1647-1690), francuskiej wizytki z Paray-le-Monial. Święta ta była mistyczką, której Chrystus ukazał swoje Serce spragnione ludzkiej miłości i zażądał, by Mu się oddała oraz aby ustanowiono święto ku czci Jego Serca w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała. Przyszła święta oraz jej spowiednik Klaudiusz la Colombière jako pierwsi ofiarowali się Bożemu Sercu, a następnie ułożyli formuły zawierzenia i tym samym zapoczątkowali proces osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

Po stu latach treść objawień uznała Stolica Apostolska. Liturgiczne święto Boskiego Serca Pana Jezusa, wraz z Mszą św. i oficjum brewiarzowym, ustanowił w 1765 r. papież Klemens XIII jako przywilej dla ówczesnego Królestwa Polskiego oraz Konfraterni Najświętszego Serca Jezusa w Rzymie. Przyczynili się do tego nasi biskupi, wystosowując memoriał do papieża, gdyż na ziemiach polskich kult ten rozwijał się już wcześniej.

W 1856 r. papież Pius IX uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa uczynił obowiązującą w Kościele na całym świecie. Małgorzatę Marię Alacoque beatyfikował Pius IX w 1864 r., a kanonizował Benedykt XV w 1920 r. Jest ona nazywana „świętą od Serca Jezusowego”.

11 czerwca 1899 r., w przededniu Roku Jubileuszowego 1900, papież Leon XIII dokonał poświęcenia całego rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

Przykładów publicznego poświęcenia się Sercu Bożemu na gruncie polskim mamy wiele. Jednym z nich jest poświęcenie Sercu Jezusowemu diecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej w okresie zaborów dokonane przez prymasa Mieczysława Ledóchowskiego 20 grudnia 1872 r. Zdecydował się on na ten akt w obliczu kulturkampfu, aby przez to rozbudzić życie religijne wiernych i przygotować ich na trudne czasy.

Do idei poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusowemu nawiązano na początku odbudowy niepodległego państwa. 27 lipca 1920 r., w obliczu bolszewickiego zagrożenia, polscy biskupi zebrani na Jasnej Górze pod przewodnictwem prymasa Polski kard. Edmunda Dalbora, poświęcili naród polski i całą Ojczyznę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa oraz ponownie obrali Matkę Bożą Królową Polski. „W chwili, gdy nad Ojczyzną i Kościołem naszym gromadzą się chmury ciemne, wołamy jak niegdyś uczniowie Twoi zaskoczeni burzą na morzu: Panie, ratuj nas, bo giniemy. I jak niegdyś, wyciągnąwszy prawicę, jednym słowem uspokoiłeś burzę, tak oddal, Panie, teraz od nas grożące nam niebezpieczeństwo” - prosili biskupi. Episkopat zobowiązał się wówczas, że będzie szerzył wśród wiernych nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa i zachęcał polskie rodziny, aby Mu się poświęcały.

Czytaj też: Św. Małgorzata Maria Alacoque kontempluje Serce Jezusa

Trzy tygodnie później, 15 sierpnia 1920 r., miała miejsce zwycięska Bitwa Warszawska, zwana „cudem nad Wisłą”. Gdy papież Benedykt XV usłyszał o zawierzeniu Polski Bożemu Sercu, napisał do Episkopatu: „Nic stosowniejszego nie mogliście podjąć celem naprawienia zła naszych czasów, jak Ojczyznę Waszą poświęcić Najświętszemu Sercu Jezusowemu i Jego kult święty w narodzie rozszerzać coraz więcej i więcej. (…) Cóż bowiem można wynaleźć zbawienniejszego w tym przewrocie wszechrzeczy, jak wzmożenie miłości Pana Jezusa, który stanowi obronę i mocną podstawę każdej Rzeczypospolitej”.

Uroczyste poświęcenie całego narodu i ojczyzny Sercu Bożemu miało miejsce rok później, 3 czerwca 1921 r. na Małym Rynku w Krakowie. Było związane z konsekracją świątyni dedykowanej Najświętszemu Sercu Jezusowemu (przy ul. Kopernika w Krakowie). „Jak niegdyś Polska nasza, jedna z pierwszych, przed słodkim Sercem Twoim upadła w pokłonie, tak dziś oddajemy Ci cały nasz naród w zupełne i niepodzielne władanie, oddajemy Ci i poświęcamy jego miasta i wioski, jego prawa i zwyczaje, jego prace i trudy, jego potrzeby i jego nadzieje” - deklarowali biskupi wraz ze zgromadzonym ludem.

Krakowska bazylika wybudowana została jako wotum wdzięczności za odzyskanie niepodległości z datków składanych przez Polaków z całego kraju i została pomyślana jako centralne miejsce kultu Serca Bożego w kraju.

Do idei poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa nawiązał prymas August Hlond po kataklizmie II wojny światowej oraz w obliczu nowych, zapowiadających się prześladowań. W 1948 r. polscy biskupi zachęcali wszystkich wiernych do osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu w rodzinach.

Trzy lata później Episkopat Polski ogłosił rok poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. 28 października 1951 r. w uroczystość Chrystusa Króla prymas Stefan Wyszyński na Jasnej Górze w obecności miliona wiernych odnowił akt zawierzenia Polski Sercu Jezusa. Akt odnowienia dokonany został równocześnie w katedrach i kościołach parafialnych. W specjalnym orędziu Episkopat podkreślał, że „przez to uroczyste poświęcenie Narodu wyrażamy niezłomną wolę, by wszystkie dziedziny życia naszego, zarówno prywatne jak publiczne, były urządzone według zasad Jezusa Chrystusa".

25 lat później w ostatnią niedzielę roku kościelnego w kościołach ponowiono akt oddania Narodu Sercu Pana Jezusa. 1 lipca 2011 r. kolejne ponowienie Aktu poświęcenia polskiego narodu Sercu Jezusowemu odbyło się Krakowie w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa z udziałem ówczesnego przewodniczącego KEP abp. Józefa Michalika, Prymasa Polski seniora Józefa Glempa i metropolity krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza.

25 marca 2020 r. obecny przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w obliczu rozprzestrzeniającej się na świecie pandemii koronawirusa - jako przewodniczący Episkopatu Polski, w duchowej łączności z sanktuarium Matki Bożej w Fatimie - zawierzył Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Wierni mogli go śledzić za pośrednictwem mediów, łącząc się duchowo w modlitwie.

11 czerwca 2021 r., w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, podczas Mszy św. o godz. 18.00 w bazylice NSPJ w Krakowie będzie miał miejsce akt poświęcenia Narodu polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa w 100. rocznicę tego wydarzenia, przy udziale Konferencji Episkopatu Polski, która w dniach od 11 do 12 czerwca 2021 r. będzie obradować w Kalwarii Zebrzydowskiej. Mszy św. będzie przewodniczył abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP, on też dokona ponowienia aktu poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. W łączności z tym wydarzeniem, tego samego dnia poświęcenie zostanie również dokonane w każdej polskiej parafii.

Ks. Michał Olszewski SCJ: Wejście na drogę wynagrodzenia ratuje życie


– Wejście na drogę wynagrodzenia ratuje życie – mówił ks. Michał Olszewski SCJ podkreślając, że to nie jest przenośnia, ale realne doświadczenie.

Sercanin we środę poprowadził modlitwę wynagradzającą w czasie rekolekcji „W Sercu Swoim ukryj nas”, które w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie są przygotowaniem do Aktu zawierzenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Aktu tego dokona w piątek w imieniu Kościoła w Polsce abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

– Przestrzeganie prawa Bożego to styl życia, który przyjmujemy – to jest to, czym pragniemy żyć. To nie jest coś, co nas przygniata, ale droga, która jest gwarancją, że nawiążemy relację pełną miłości z Panem Jezusem i będziemy z Nim nie tylko tu na ziemi, ale i na wieki – mówił ks. Michał Olszewski SCJ zwracając uwagę, że podobnym stylem życia jest wynagrodzenie.

– Wejście na drogę wynagrodzenia ratuje życie – mówił sercanin i podkreślał, że to nie jest przenośnia, ale realne doświadczenie. W tym kontekście przywołał historię alkoholika, który zamierzał popełnić samobójstwo, ale pod wpływem usłyszanego świadectwa wyspowiadał się, przyjął Komunię świętą i zaczął przemieniać swoje życie.

Reguła życia zgromadzenia księży sercanów, do którego należy ks. Olszewski, mówi o trzech elementach wynagrodzenia Sercu Jezusa – przyjęciu Ducha Świętego, odpowiedzi na miłość Boga i zaniesienia jej braciom.

Odnosząc się do sceny z Wieczernika, kiedy po zmartwychwstaniu Jezus stanął między Apostołami tchnąc na nich Ducha Świętego i mówiąc „pokój wam!”, ks. Olszewski zaznaczył, że aby wejść na drogę wynagrodzenia trzeba stanąć właśnie w Wieczerniku, bo tam jest wspólnota i tam Chrystus udziela Ducha Świętego. – Nie można mówić o wynagrodzeniu wykluczając się ze wspólnoty – zaznaczał ks. Olszewski wskazując, że Kościół ma władzę odpuszczania grzechów, czyli przezwyciężania wszelkich lęków i słabości, z którymi zmaga się człowiek.

– „Pragnę ciebie człowieku” – wołał Chrystus z krzyża – mówił ks. Olszewski odwołując się do objawień św. Małgorzaty Marii Alacoque i podkreślając, że Jezus jest żebrakiem ludzkiej miłości. Odpowiedzią na to wołanie Jezusa są wszystkie nabożeństwa ku czci Bożego Serca, które opierają się na trwaniu przy Chrystusie – adoracja wynagradzająca, Godzina święta, pierwsze piątki miesiąca, które motywują człowieka do regularnej spowiedzi i Komunii świętej.

– Nie ma Ewangelii, nie ma drogi wynagrodzenia bez drugiego człowieka – podkreślał ks. Olszewski mówiąc, że przyjmując Ducha Świętego i odpowiadając na miłość Bożą naturalnie człowiek nie może jej zatrzymać tylko dla siebie, ale idzie z tym doświadczeniem do drugiego człowieka i niesie miłość i pokój do swojego domu, miejsca pracy czy parafii.

Pandemia pogorszyła sytuację ludów tubylczych Amazonii


„Ze względu na trwającą pandemię w Amazonii pogarsza się sytuacja ludów tubylczych. Pogłębia się także grabież ziem i ich eksploatacja, co zagraża środowisku naturalnemu” – czytamy w liście komisji ds. Amazonii brazylijskiego episkopatu. Kościół podjął konkretne środki, aby ulżyć doli najuboższych, m.in. wyremontował centrum dla osób w kryzysie bezdomności.

Biskupi zwracają uwagę na scenariusz polityczny dotyczący Indian żyjących w Brazylii. Ich zdaniem uzewnętrznia on kryzys społeczno-środowiskowy, dostrzeżony przed dwoma laty przez synod poświęcony Amazonii, który pogorszył się jeszcze bardziej podczas trwającej pandemii. Biskupi apelują do liderów świeckich, aby nie zniechęcali się w podejmowanym trudzie oraz proszą, aby wrażliwość na najbiedniejszych była trwała.

Konkretnym przejawem troski Kościoła o najuboższych jest wyremontowane centrum przyjmowania bezdomnych, usytuowanego w centralnej części miasta Manaus, stolicy stanu Amazonas. Przed kilku dniami odbyło się też otwarcie centrum recepcyjnego, na które Papież Franciszek przekazał środki finansowe. W wyremontowanym budynku bezdomni mają do dyspozycji biuro pomocy społecznej, kuchnię, gdzie przygotowuje się dla nich posiłki, 6 łazienek, pralnię, a także salę do rozmów, gdzie będzie zawsze ktoś, kto ich wysłucha. Arcybiskup Leonardo Steiner podczas inauguracji tego centrum stwierdził, że miejsce to staje się domem dla tych, którzy nie mają gdzie mieszkać. Usługi w tym budynku będą przeznaczone wyłącznie dla bezdomnych żyjących w centrum Manaus.     

Porwania dzieci w prowincji Cabo Delgado, w Mozambiku



Od października 2017 r. w północnej części Mozambiku powtarzają się ataki ze strony dżihadystów.

W prowincji Cabo Delgado wiele rodzin zostało zmuszonych do opuszczenia wiosek bez możliwości zabrania ze sobą czegokolwiek. „To, co dzieje się w Cabo Delgado jest naprawdę bardzo niepokojące i poważne. Na tym obszarze i w innych pobliskich prowincjach jest ponad 700 tysięcy przesiedleńców. Uznaje się, że zginęło ponad 2,5 tys. osób” – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Inacio Saure z Nampuli, prowincji położonej niedaleko Cabo Delgado.

Porywanie nieletnich są częstą strategią stosowaną przez terrorystów. Według organizacji Save the Children, w ciągu ostatniego roku porwano 51 nieletnich, w większości dziewczynek, ale istnieje duża obawa, że występuje wiele innych przypadków niezgłoszonych uprowadzeń. Brakuje informacji o tych, którzy próbowali uciec lub są uznani za zaginionych. „Uprowadzanie należy do jednego z sześciu poważnych przestępstw wobec dzieci w konfliktach, zgodnie z definicją Organizacji Narodów Zjednoczonych - podkreśla Chance Briggs, dyrektor Save the Children w Mozambiku - i pozostaje sprzeczne z międzynarodowym prawem humanitarnym”. Po Cabo Delgado, prowincją, która przyjęła najwięcej przesiedleńców jest sąsiednia Nampula, gdzie pod koniec kwietnia było ich ponad 64 tys. Większość - mówi arcybiskup - stanowią kobiety, dorastające dzieci i niektórzy starcy. „Sytuacja humanitarna jest naprawdę dramatyczna. Brakuje wszystkiego: jedzenia, ubrań, schronienia, ponieważ ci ludzie opuścili Cabo Delgado z pustymi rękami. Niektórzy zostali przygarnięci przez rodziny lub znajomych, inni niestety zostali bez niczego” - mówi abp Inacio Saure.

„Caritas archidiecezji Nampula podjęła realizację dużego projektu, wsparcia dla wysiedlonych, które obejmuje budowę prostych domów z lokalnych materiałów, dystrybucję leków, aby zwalczać choroby, zwłaszcza malarię, która jest bardzo rozpowszechniona. Prowadzimy także dzieło rozdawania odzieży. Kolejne wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć, dotyczy edukacji dzieci i młodzieży, z których wielu nie udało się znaleźć miejsca w szkołach publicznych – podkreśla abp Saure. Także miejscowa ludność prowincji Nampula, w więc ci, którzy nie są przesiedleńcami, moją poważny problem z głodem.“

15 maja 2021

Odpowiedź na zanieczyszczenie


Gospodarka cyrkularna, zwana gospodarką obiegu zamkniętego, ma być odpowiedzią na problem marnowania surowców i rosnącego zanieczyszczenia środowiska. Korzyści z jej wprowadzenia można osiągnąć dzięki odpowiedzialnej produkcji i odpowiedzialnej konsumpcji - mówi dr Agata Rudnicka z UŁ.

Z publicznie dostępnych danych, w tym z informacji z Komisji Europejskiej wynika, że od lat 60. światowa produkcja jedynie plastiku wzrosła 20-krotnie i w 2015 r. osiągnęła wielkość 322 mln ton. Zapotrzebowanie samej Europy na plastik to 49 mln ton, a szacuje się, że do 2050 roku w oceanach będzie więcej plastikowych śmieci niż ryb.

Dlatego coraz większego znaczenia - zdaniem dr Agaty Rudnickiej z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego - nabiera zmiana nawyków zarówno firm, jak i konsumentów. A odpowiedzią na problem marnowania surowców i rosnącego zanieczyszczenia środowiska ma być gospodarka obiegu zamkniętego.

Ekspertka przypomniała, że do tej pory przyzwyczajeni byliśmy do tzw. linearnego modelu ekonomicznego, czyli producenci wytwarzali, my kupowaliśmy, a w momencie, kiedy wyrób przestawał być nam potrzebny, wyrzucaliśmy go do kosza. Teraz nadchodzą zmiany w kierunku tzw. Circular Economy, której wartością i szansą jest zmiana dotychczasowego modelu ekonomicznego.

"W skrócie polega ona na tym, że producenci nadal wytwarzają, my nadal użytkujemy, ale w momencie, kiedy ten wyrób przestaje nam się przydawać, powinniśmy zrobić z nim coś jeszcze zanim wyrzucimy go do kosza. Powinniśmy dbać o to, żeby go odnowić, naprawić, może współdzielić z kimś innym. A w momencie, kiedy już funkcje użytkowe przestają być istotne, produkt ten powinien nadawać się do recyklingu" - wyjaśniła ekspertka.

Gospodarka cyrkularna zakłada korzyści w trzech aspektach: społecznym, ekonomicznym i środowiskowym.

Plastik, który potrafi rozkładać się nawet 1000 lat, stanowi tylko jeden z problemów. Wystarczy wspomnieć, że co sekundę na wysypisko trafia ciężarówka odzieży, a mniej niż 1 proc. ubrań jest poddawanych recyklingowi - podają instytucje zajmujące się badaniem wyzwań środowiskowych.

Biorąc pod uwagę problem wzrastającego zanieczyszczenia środowiska, w tym wzrastającej ilości odpadów, zastosowanie modelu cyrkularnego, czyli zamknięcie obiegu spowoduje, że mniej surowców będziemy pozyskiwać ze środowiska. "Przetwarzanie surowców będzie mniej obciążające dla środowiska, ponieważ nie będziemy musieli korzystać z ciągle to nowych zasobów, żeby produkować nowe towary" - dodała dr Rudnicka.

Po drugie sama faza użytkowania będzie też bardziej przyjazna środowisku, bo będziemy korzystać z materiałów, które w przyszłości będą nadawały się do recyklingu. "To oczywiście spowoduje, ze klient będzie miał wysokiej jakości produkty, z których korzysta, natomiast one w fazie poużytkowej zamiast trafić na wysypisko, powiększając górę śmieci, będą nadawały się do ponownego przetworzenia. Czyli znów nie zajmiemy powierzchni ziemi i nie zanieczyścimy powietrza, gleby, wody, tym co stanie się odpadem" - dodała.

Ekspertka zwróciła uwagę, że w tym modelu gospodarki suma wszystkich obciążeń dla środowiska będzie mniejsza. Zmieni się np. sam sposób korzystania z energii, bowiem w modelu cyrkularnym zakłada się przejście z konwencjonalnych na odnawialne źródła energii. "Mamy kolejną korzyść środowiskową, która nie jest związana bezpośrednio z samym produktem, ale ze sposobem jego wytwarzania" - zaznaczyła.

Równie istotnym aspektem jest włączenie konsumentów, którzy odgrywają kluczową rolę w procesie transformacji w kierunku obiegu zamkniętego. Dobrym przykładem jest koncepcja "zero waste" (zero odpadów), czyli styl życia zakładający zmniejszenie ilości odpadów w gospodarstwach domowych poprzez: ograniczanie konsumpcji, współdzielenie zamiast posiadania, naprawę czy recykling.

Jak podkreśliła ekspertka, korzyści będą osiągnięte i widoczne dzięki dwóm aspektom - po pierwsze odpowiedzialnej produkcji, po drugie - odpowiedzialnej konsumpcji.

"Suma działań tych dwóch stron, plus oczywiście wsparcie takich instytucji jak np. uczelnie czy organizacje pozarządowe, które również wspierają wdrożenie gospodarki o obiegu zamkniętym, skutkować będzie lepszej jakości środowiskiem, czyli też wyższą jakością życia dla całego społeczeństwa" - oceniła dr Rudnicka.

Według niej, wcielenie w życie zasad modelu cyrkularnego wymaga również zmian legislacyjnych. W 2015 r. Komisja Europejska przedstawiła cały pakiet dotyczący gospodarki obiegu zamkniętego. Dodatkowo w styczniu 2018 roku przedstawiono dokumenty uzupełniające określając m.in. cele dla recyklingu i postępowania z odpadami z plastiku. Założone cele mają jednak charakter długookresowy.

"Rozwój w kierunku gospodarki cyrkularnej na pewno będzie widoczny i będziemy mogli go obserwować, natomiast czas w jakim osiągniemy ten idealny model, myślę że może być długi. Przykładowo dla celu związanego z recyklingiem odpadów z plastiku daliśmy sobie czas do roku 2030, żeby poziom recyklingu wyniósł 55 proc. Czyli nadal nie mamy 100 proc. recyklingu, a mamy już perspektywę 2030 r." - zaznaczyła ekspertka.

W Polsce, w odpowiedzi na wytyczne instytucji europejskich przygotowany został projekt mapy drogowej transformacji w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym, będący krajową propozycją programu wdrażania gospodarki obiegu zamkniętego.

Zdaniem dr Rudnickiej, w Polsce i na świecie są już przykłady, które pokazują, że da się zamykać obiegi materiałów i energii w ramach gospodarki cyrkularnej. Jednym z nich jest przykład firmy, która zbiera zużyte zabawki i produkuje z nich meble dla dzieci. Są też firmy, które zajmują się produkcją rzeczy z upcyklingu, np. kiedy plandeki czy banery reklamowe stają się odpadem są one przekształcane w materiał i szyte są z nich np. torby.

"Pierwsze zwiastuny tego, że zmiany nadchodzą mamy już teraz, czyli opłatę za torebki foliowe. To też unijne zalecenie, aby do 2026 roku zmniejszyć ilość używanych torebek jednorazowych z 90 do 40 rocznie na jednego mieszkańca" - zaznaczyła dr Agata Rudnicka.