10 maja 2019

Lubartów. W tym hospicjum dotykamy prawdziwego świata



Artykuł ukazał się w dniu 28.04.2019 w "Gościu Niedzielnym" lubelskim.



O miłosierdziu można mówić bardzo wiele, odmieniać je przez wszystkie przypadki, cytować fragmenty traktatów na ten temat, ale i tak realizuje się ono w praktyce. A raczej jest realizowane przez konkretne osoby.
Część 29-osobowego personelu hospicjum z proboszczem parafii św. Anny.ks. Rafał Pastwa /Foto Gość
Trudno dziś sobie w tym kontekście wyobrazić Lubartów bez szczególnego miejsca, gdzie słowa znaczą niewiele, a przynajmniej mniej niż obecność i adekwatna pomoc. Mowa o Hospicjum św. Anny. W ciszy, bez większego rozgłosu od kilkunastu lat odbywa się tam szczególny rodzaj towarzyszenia osobom, które zmagają się z chorobą nowotworową, bólem i cierpieniem na ostatnim etapie doczesnego życia. Tylko w 2018 r. opieką stacjonarną i domową objęto tu 281 osób chorych na nowotwory. Natomiast na przestrzeni lat 2007-2017 w lubartowskim hospicjum opieki doświadczyło 2886 osób. Przy czym świadczona pacjentom pomoc jest nieodpłatna.
Aby budżet Hospicjum św. Anny był zabezpieczony zarząd Lubartowskiego Stowarzyszenia Hospicjum św. Anny  uczestniczy w zbiórkach „Pola Nadziei”. Zatem na przestrzeni miesięcy wiosennych uczestniczy w ogólnopolskiej akcji, która obok rzeczywistej zbiórki pieniędzy ma na celu edukowanie społeczeństwa na temat opieki nad osobami terminalnie chorymi oraz informowanie o działalności hospicyjnej. Akcja angażuje obok dorosłych – dzieci i młodzież.
Zainteresowany losem ludzi
Inicjatorem założenia Hospicjum św. Anny był ks. prał. Andrzej Tokarzewski. W 2005 r. zawiązał Stowarzyszenie Hospicjum św. Anny. W dokumencie z lutego 2005 r. skierowanym do zaproszonych gości ks. Tokarzewski pisał tak: Kierując się dobrem mieszkańców naszego miasta pragniemy założyć Hospicjum św. Anny w Lubartowie. W czasach współczesnych jako wierzący powinniśmy zainteresować się losami ludzi, których choroba jest nieuleczalna, aby w godziwych warunkach przeżywali ostatnie chwile swojego życia. Parafia udostępni plac pod budowę i fundusze, ale konieczną jest rzeczą, aby utworzyć stowarzyszenie, które umożliwiłoby działalność hospicjum. Budowa hospicjum rozpoczęła się jeszcze w 2005 r. Lubartowskie Stowarzyszenie Hospicjum św. Anny organizowało pomoc finansową na rzecz budowy hospicjum, a prałat mimo wyniszczającej go choroby wkładał wiele sił w sfinalizowanie inwestycji. Ks. Tokarzewski zmarł 17 października 2006 r. Poświęcenia budynku hospicjum dokonał abp. Józef Życiński podczas parafialnych uroczystości odpustowych 26 lipca 2007 r. Nadał też wtedy hospicjum imię ks. prał. A. Tokarzewskiego. Pierwszy pacjent został przyjęty listopadzie 2007 r. Dzieło pomysłodawcy kontynuował potem ks. kan. Andrzej Majchrzak. Lubartowskie hospicjum jest dziełem parafii św. Anny, wspólnoty osób wierzących w Chrystusa, o czym warto przypominać.
Piękne jest pomaganie
Hospicjum kierowane jest przez zarząd Lubartowskiego Stowarzyszenia Hospicjum św. Anny. Dzieli się ono na hospicjum stacjonarne, gdzie jest dwanaście łóżek, a zakontraktowanych przez NFZ jest dziesięć. Oraz hospicjum domowe. Jak podkreślają przedstawiciele zarządu – maksymalnie opieką obejmuje się trzydzieści osiem osób, a to dlatego, że takie są zasoby ludzkie w postaci lekarzy i pielęgniarek. Lekarz ma obowiązek być u pacjenta przynajmniej dwa razy w miesiącu, podobnie pielęgniarki. – Do hospicjum stacjonarnego przyjmujemy chorych z całej Polski, natomiast domowe ogranicza się do powiatu lubartowskiego. Nasze hospicjum, leżąc niemal na pograniczu archidiecezji lubelskiej i diecezji siedleckiej – przyjmuje pacjentów także z diecezji siedleckiej. Za zgodą tamtejszego biskupa w wybranych parafiach, z których mamy najwięcej chorych – prowadzimy kwesty. Bo hospicjum ma dwa filary utrzymania: jedna duża część to środki na podstawie umowy z NFZ, a druga to dobrowolne wpłaty ludzi, w postaci darowizn wpłacanych na konto, 1 proc. rocznego podatku czy datki podczas prowadzonych przez nas zbiórek publicznych. Najczęściej są to zbiórki przy kościołach. Ale mamy też wsparcie wolontariuszy – mówi ks. Andrzej Juźko, proboszcz parafii św. Anny w Lubartowie. Podkreśla wielką życzliwość księży z obu diecezji, którzy zapraszają go na zbiórki na rzecz hospicjum. – Mogę w ramach homilii przybliżyć ideę działalności instytucji założonej przez ks. Tokarzewskiego, mówić o potrzebach i uwrażliwiać na osoby chore i starsze. Widać wielką wrażliwość w tym zakresie duchownych, parafian, co dodaje sił w działaniu członkom stowarzyszenia, jak i personelowi hospicjum – akcentuje ks. A. Juźko. 
Nowe samochody dla hospicjum i miłosierdzie
Zasadniczą część świadczeń hospicjum sfinansował w 2018 r. Narodowy Fundusz Zdrowia w kwocie przekraczającej 2 mln zł. Jednak potrzeby instytucji są znacznie większe. Należy bowiem zadbać o standardy świadczonych usług, o najwyższej jakości sprzęt. Każdego roku zarząd stowarzyszenia musi myśleć o wymianie sprzętu. W ubiegłym roku zakupiono macerator, dezynfektor, podnośnik, wannę, łóżko za kwotę 100 tys. zł, a na leki dla pacjentów wydano niemal 120 tys. zł. Kolejne 100 tys. zł to utrzymanie budynku, konserwacja sprzętu, wyżywienie chorych, opłaty związane z funkcjonowaniem hospicjum czy naprawa i utrzymanie samochodów, którymi do pacjentów w domach dojeżdża personel. Samochody służbowe są już jednak stare i wymagają zastąpienia przez nowe. To dzisiaj chyba najbardziej konieczne dla hospicjum, dlatego każda darowizna, każda wpłata będzie wsparciem. – Prosząc o pieniądze od wiernych podczas zbiórek  uruchamiamy miłosierdzie.
Gdybyśmy mieli wystarczającą ilość pieniędzy nie byłoby miejsca na miłosierdzie. A tak jesteśmy szczęśliwi, że naszym zadaniem jest ciągła troska o to, by zbierać środki na funkcjonowanie hospicjum – dodaje ks. Juźko.
Mówimy o tym, co robimy
– W związku z tym, że szkoły powinny prowadzić wolontariat, zachęciłem do aktywności na polu lokalnym. W ubiegłym roku ponad 400 uczniów i opiekunów z powiatu lubartowskiego wzięło udział w zbiórkach publicznych na rzecz hospicjum. W tym roku celem zbiórki jest zakup sprzętu i leków dla Społecznego Zakładu Opieki Hospicyjnej im. ks. Tokarzewskiego – wyjaśnia Jerzy Zbiciak, wiceprezes Lubartowskiego Stowarzyszenia Hospicjum św. Anny i wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 1. W tym roku zaplanowano 35 zbiórek na rzecz hospicjum. – Przy okazji zbiórek uwrażliwiamy na cierpienie ludzi. Mówimy o naszej działalności, informujemy, bo nie wszyscy wiedzą, że istnieje takie hospicjum, gdzie chory terminalnie może uzyskać pomoc. Przy okazji warto podkreślić, że niemal 30 proc. pacjentów hospicjum stacjonarnego to mieszkańcy Lublina, podczas gdy nie mamy stamtąd żadnej pomocy. Ale mówienie o potrzebach i realnej sytuacji hospicjum otwiera oczy firm i osób prywatnych. Otrzymaliśmy w ostatnim czasie „Bogdanki” na zakup koncentratorów tlenu – dodaje Zbiciak. Z roku na rok wzrastają również wpłaty 1 proc. podatku na rzecz hospicjum.
Nikt nie mówi, że jest łatwo
Personel hospicjum to niemal 30 osób, w tym kapelan. Kierownikiem jest pielęgniarka s. Wiktoria Kulpa ze Zgromadzenia Sióstr Felicjanek. Obok personelu są stali wolontariusze, osoby zaangażowane we wspólnoty parafialne. Jest młody harcerz Janek, panie z Legionu Maryi i z Mamre. Z Lubartowa jak też spoza miasta. – Wolontariusze to niezwykle cenna pomoc, spotykają się z pacjentem w przestrzeni, w której nie mogą spotkać się ani rodziny, ani personel. Posługują chorym, towarzyszą cierpiącym, rozmawiają, modlą się wspólnie. Jedna z pań myje stopy chorym, obcina paznokcie, inni golą chorych mężczyzn. Albo robią zakupy – wyjaśnia s. Wiktoria. Podkreśla, że osoby pogłębiające życie duchowe wiedzą, że nie ma rzeczy przypadkowych w życiu. – Gdy studiowałam pielęgniarstwo i miałam pierwsze spotkania i praktyki z pacjentami w hospicjum – to było dla mnie niezwykle trudne doświadczenie. Z dnia na dzień zmieniała się sytuacja na salach. Pacjenci odchodzili, inni tracili świadomość. Stwierdziłam, że to nie dla mnie. Ale zostałam wezwana do tej posługi, podjęłam ten wysiłek. Nie jest to łatwe, bo trzeba się zmagać z doświadczeniem choroby, patrzeć na cierpienie, niekiedy osób bardzo młodych. Są momenty, gdzie współczesna medycyna nie jest w stanie uśmierzyć bólu. Musimy potrafić znieść nasze przygnębienie i niekiedy roszczeniowe zachowania bliskich naszych pacjentów – dodaje siostra.
Jest duże niepogodzenie z chorobą, ze śmiercią
Grażyna Olszak, pielęgniarka ze specjalizacją paliatywną pracuje w hospicjum od pierwszego dnia jego funkcjonowania. – Obserwujemy, że coraz więcej osób chorych, ich bliskich jest nieprzygotowanych na to, że choroba może zakończyć się w każdej chwili śmiercią. Jest duże niepogodzenie z chorobą, śmiercią. Bo rzeczywiście wszędzie pokazywane są młode, zdrowe, szczupłe osoby, które osiągnęły sukces. A w życiu bywa inaczej. Są sytuacje trudne i tragiczne – wyjaśnia G. Olszak. Jej założeniem była praca w hospicjum przez rok, może dwa. – Żyję tym. Myślę, że początków należy szukać w wyborze zawodu. Myślę, że systematycznie się wzrasta w tym zawodzie. Choć czasami, gdy kończą się możliwości pomocy pacjentowi – można odebrać to jako porażkę. Myślę, że najcenniejsza w naszej pracy jest nauka od chorego. Gdybyśmy się przeszli po salach naszego hospicjum, to zauważymy pacjentów śpiących, leżących, milczących. Ale w takim bezpośrednim kontakcie z nami, niekiedy w dwóch zdaniach, uświadamiają nam wiele. Uczą nas pokory i wrażliwości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz